Czy obraz może mieć dwie twarze? W mojej pracy o imponującym formacie 220x85 cm postanowiłem rzucić wyzwanie percepcji widza. To projekt, który wymagał ode mnie nie tylko wizji, ale i ogromnej cierpliwości. Dziś chcę Was zabrać za kulisy jego powstawania.

Dwa obrazy w jednym płótnie
Głównym założeniem tego projektu była dualność odbioru. Pracowałem nad tym, aby obraz "ożywał" w zależności od tego, w jakiej odległości znajduje się obserwator. Z bliska widz dostrzega abstrakcyjną strukturę. To 560 gęstych „plamek” farby, które tworzą unikalną teksturę. Z daleka chaos detali porządkuje się, a plamy zaczynają ze sobą współpracować, wyłaniając realistyczny, sugestywny motyw dłoni.

90 godzin pasji i techniki
Stworzenie dzieła tej wielkości w technice olejnej to proces, który musi trwać długo. Nad samym płótnem spędziłem około 80–90 godzin czystej pracy. Każda z wypukłych plamek musiała zostać precyzyjnie naniesiona tak, by budować światłocień i anatomię dłoni, zachowując jednocześnie swój trójwymiarowy charakter.
Ciekawostka, mimo że obraz po miesiącu był już gotowy do transportu, w najgrubszych warstwach (impastach) wciąż pozostaje miękki. Całkowite utwardzenie tak masywnych warstw może zająć nawet kilka kolejnych miesięcy, co tylko dodaje pracy szlachetności.
Efekt końcowy
Obraz trafił już do swojego miejsca docelowego, gdzie dzięki swoim wymiarom całkowicie dominuje przestrzeń, nadając jej nowoczesny, a zarazem bardzo ludzki charakter.
Jestem ciekaw Waszych wrażeń. Czy w sztuce bardziej pociąga Was precyzyjny detal, który można niemal poczuć pod palcami, czy raczej ogólny przekaz i kompozycja widziana z dystansu?




